O tym, jak Kaczyński w konia zrobił...

Kiedy usłyszałam o spotkaniu liderów partii politycznych zorganizowanym przez Jarosława Kaczyńskiego, nawet nie spodziewałam się, że będzie ono dla mnie – w pewnym sensie – przełomowe.

Do tej pory bowiem sądziłam, że Jarosław Kaczyński jest bez wątpienia sprytnym politykiem. Bezwzględnym politycznym graczem. Ale żeby był czarujący? Żeby jego czar potrafił opętać… a nawet „porażać”? Tego nawet nie brałam pod uwagę. A jednak, stało się! Rozanielona twarz Ryszarda Petru, twarz wyrażająca zachwyt i uwielbienie dla ledwo co wysłuchanych słów (ukochanego wodza!) uświadomiła mi, że czar pana prezesa może być wręcz zabójczy.


Świeżo upieczony szef jednej z opozycyjnych partii jest od tej chwili pod takim wpływem uroku prezesa, że przy każdej okazji broni wizji Jarosława Kaczyńskiego, a za główny cel ataków obiera pozostałe opozycyjne ugrupowania. Co za siła rażenia?! W miarę rozsądny dotąd Petru nawet mantry o Tusku opanował tak, że redaktor Kolendzie-Zaleskiej (podczas rozmowy w TVN24) słów brakło, by wyrazić zdumienie.

Taki rzecznik prasowy to wymarzony współpracownik dla każdej partii politycznej. Niby przeciwko, a jednak za. Niby skarci, ale tak naprawdę zaatakuje opozycję. Niby jest na manifestacji KOD, ale jakby stosuje „kod” zbliżony do wyznawanego przez „prezesa”.

Starsi doskonale pamiętają określenie - stosowane ponoć przez Lenina - nazywające naiwnych do cna zachodnich dziennikarzy, którzy entuzjastycznie opisywali właśnie leninowską Rosję i pokłosie Rewolucji Październikowej, zupełnie nie zauważając złych stron bolszewickiego terroru. Młodszym podpowiem: „pożyteczny idiota”. Warto, by lider .Nowoczesnej miał na uwadze cenne doświadczenia, które płyną z historii. Może się bowiem okazać, że deficyt koni z janowskiej stadniny, prezes odrabia gdzie indziej…

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...